the story about:

historie. the stories

Usłyszałam ostatnio na swój temat pewne historie. Historie legendy zasłyszane i powielane przez lata. Historie, które na dzień dzisiejszy, choć nie mają na to, co jest, żadnego przełożenia, mimo to, powtarzane są bez żadnego zastanowienia. Historie pełne emocji, powstałe w zranieniach, historie będące czyjąś projekcją na mój temat.

Sama też niedawno zostałam złapana na tym, że pewne historie w dużej ilości opowiadam. Historie prawdziwe, które wydarzyły się naprawdę, ale które na dzień dzisiejszy, nie muszą już mieć takiego znaczenia, jakie im sama nadaję. A przecież, gdy je ciągle opowiadam, to ja dodaję im siły i ja je bezwiednie karmię.

Ta historia z kolei, jest historią z cyklu tych, które lubią się powtarzać. Miałam bowiem już w swoim życiu bardzo podobny moment, w którym sama się na opowiadaniu nieaktualnej historii złapałam. Dzięki mojemu pisaniu, mogłam dzisiaj do niej wrócić i przeczytać taki fragment z 2022 roku:

Spotkałam ostatnio chłopaka, który zapytał mnie o moją historię. Opowiedziałam mu ją, nie całą ale kilka jej fragmentów. O tym jaka byłam, co przeżyłam i o tym jak to wpłynęło na to, jaka jestem dzisiaj. I jak tylko wypowiedziałam te wszystkie słowa, zrozumiałam, że to już nie jest moja historia, którą ja chcę opowiadać. To już nie jestem ja ani moje kredki. Odpowiadając na jego pytania, nie mijałam się z prawdą, ale wypowiadałam kwestie, które w kontekście tego, co jest teraz, były już zupełnie nieadekwatne. Jednak dopiero opowiadając to z dystansu, komuś, kto mnie zupełnie nie zna, uświadomiłam sobie, że tak, jest to część mojej historii, ale to, co z niej wynika, nie ma już na mnie takiego wpływu, jak kiedyś. To już nie jestem ja i nie chcę się więcej z tą historią utożsamiać. Ani bynajmniej nie chcę się za jej pomocą przedstawiać.

Ten rozdział się skończył. Był, miał znaczenie, ale na dzień dzisiejszy jest już zamknięty. I dopiero wypowiadając tę historię po raz kolejny, zdałam sobie sprawę z tego, że czas najwyższy tę narrację zmienić.

To mi natomiast przypomina jeszcze jedną historię, kiedy siedziałam na kolacji z moim znajomym, a on opowiadał mi o swoim koledze. Koledze alkoholiku, niepijącym od lat co najmniej dwudziestu. Koledze, który sam sobie dalej nadaje etykietę uzależnionego człowieka, bo teoretycznie tak trzeba, choć wie, że alkoholu więcej w swoim życiu nie tknie. Mimo to, ciągle tak siebie przedstawia na zewnątrz i robi to wbrew sobie i wbrew temu, w co sam o sobie wierzy, bo jego dzisiejsza historia, nie ma już z alkoholizmem nic wspólnego. I tu wiem, że temat jest dyskusyjny, bo alkoholikiem jest się przez całe życie, ale nasza rozmowa z moim znajomym, doprowadziła nas do pytania, czy naprawdę po tylu latach, trzeba sobie ciągle taką etykietę nadawać? A przynajmniej, czy trzeba ją regularnie zasilać i dookoła powtarzać?

Mówiąc o sobie w dany sposób, kreujemy rzeczywistość, w której się znajdujemy. To, co sami o sobie i do siebie mówimy, znajduje odzwierciedlenie w naszym prawdziwym świecie. W tekście why I write piszę m.in. o języku, którym się posługujemy i o jego szczególnej istotności, w momencie, gdy opisujemy swoje emocje. Wszak przecież, gdy mówimy dramat – na poziomie emocjonalnym dostajemy, nic innego jak właśnie dramat. Gdy mówimy alkoholik, przekazujemy nie tylko słowo, ale cały zawarty w nim ładunek, który jeszcze na dodatek, dla każdego może być zupełnie różny w interpretacji oraz odbiorze. 

Dla różnych osób słowo to, może mieć zupełnie inną, stojącą za nim historię.

Słowa mają moc. Etykiety jakie sobie oraz swoim doświadczeniom nadajemy. Jedno słowo potrafi całkowicie zmienić sens tego, co nam się przydarza. 

Wybierając słowa, wybieramy energię. Opowiadamy pewnego rodzaju historię.

I nie chodzi tu o to, aby opowiadać nieprawdę i zakrzywiać rzeczywistość, ale o to, aby pewnych słów nie nadużywać, a pewne zdarzenia nazwać po imieniu, nadając właściwą etykietę temu, co widzimy oraz temu, co czujemy. Tu i teraz. Na ten moment. Ze świadomością tego, że wiele może się jeszcze po drodze zmienić. I właśnie dlatego, te nasze słowa oraz nasze historie warto sobie równie regularnie aktualizować. Często bowiem okazać się może, że to, w co wierzymy, jest tylko powtarzaną przez lata historią, która nie ma już najmniejszego znaczenia w kontekście tego, co jest teraz.

A są takie historie, które opowiadamy z przyzwyczajenia, pielęgnując w nich stare zranienia. Są historie, które się dezaktualizują i przestają nieść ze sobą tak wielką siłę. Są historie, które opowiedziane innymi słowami, mogą zupełnie zmienić nasze ich postrzeganie. Są historie, już przeżyte, zrozumiane, gotowe, aby odłożyć je na półkę i pójść dalej. Są też historie, które ktoś o nas opowiada, i które nigdy nie były nasze, a mimo to je powtarzamy. Są historie, które sami o sobie lub o kimś, bez zastanowienia powielamy. Historie, w które uwierzyliśmy, że są prawdziwe. Historie, w które jesteśmy uwiązani. Wreszcie są historie, na które po prostu przyszedł moment, aby je napisać zupełnie od nowa. Jednak aby to zrobić, musimy ich być świadomi.

Dlatego pewne historie trzeba wypowiedzieć na głos. Pewne zdarzenia nazwać, żeby móc sobie z nimi poradzić. Pewne doświadczenia trzeba wynieść na światło dzienne, aby nadać im znaczenie lub ich znaczenia pozbawić. Czasem wystarczy, gdy zapiszemy je czarno na białym, na pustej kartce papieru. Czasem jednak, dzieje się to dopiero, gdy zderzymy je z drugim człowiekiem i usłyszymy jego perspektywę. Czasem ktoś, kto nas kompletnie nie zna, może obiektywnie zwrócić uwagę na coś, z czego my nawet nie zdajemy sobie sprawy.

Opowiadamy te historie, które dobrze znamy. Trudniej jest opowiedzieć historię zupełnie nową, no bo co właściwie miałoby się w niej znaleźć? Jak ubrać w słowa to, czego jeszcze nie znamy? 

A to przecież tu zaczyna się najlepsza zabawa.

Gdybym to ja miała opisać jakie to jest uczucie, kiedy zyskujesz świadomość, że swoją historię możesz opowiedzieć na nowo, pierwszym słowem, które do mnie przychodzi jest WOLNOŚĆ. Wolność w doborze własnej narracji o sobie. Wolność w opowiadaniu własnej historii. Fantazja. Wszystko to, co możemy sobie wymyśleć i wymarzyć. Własnymi słowami. Według swojego uznania oraz widzimisię. Zupełnie po swojemu napisać nowy rozdział własnego życia, zabierając ze sobą to, co chcemy z poprzednich historii i zostawiając za sobą to, czego już więcej nie chcemy. Czy gdy na to spojrzymy w ten sposób, nie jest to wspaniała możliwość?

I tu nie ma znaczenia jak być powinno. Znaczenie ma to, co jest, nasz wolny wybór oraz odpowiednio dobrane słowa. Znaczenie ma nasze nastawienie oraz nasza perspektywa. Na samym końcu, powstanie z tego nasza osobista historia oparta na zwyczajnej prawdzie życia codziennego. Historia mieszcząca w sobie wszystkie historie, te piękne i te trudne, a już szczególnie te, których nawet nie moglibyśmy sobie wymarzyć.

// the stories of moi

Koszyk
Przewijanie do góry
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.