dajmy ludziom żyć

the story about:

dajmy ludziom żyć

Są ludzie, którzy nie chcą zmiany. Nie chcą wiedzieć. Boją się tego, co zobaczą tam, gdzie nie chcą patrzeć. Tam, gdzie ich boli najbardziej. Wyłączają czucie i płyną, w ten jeden sposób przez całe swoje życie. Inni za to, patrzą głęboko i grzebią. Sprawdzają, czasami do przesady. Nie mogą przestać, i to właśnie w tym grzebaniu i szukaniu odpowiedzi znajdują swoją metodę. Ja chcę dziś zapytać, czy jest ktoś, kto powiedział co jest lepsze? Co jest dobre? Jak się powinno? Które podejście zastosować? Tak, aby czuć się ze sobą w porządku? Zapewne jak w każdym przypadku, odpowiedź brzmieć będzie – to zależy. 

Byłam ostatnio u ortopedy z powodu problemów z szyją i z barkiem, które już dziś, wydaje się, że towarzyszą mi od zawsze. Do tej pory jednak, gdy zgłaszałam się z moimi dolegliwościami, słyszałam zazwyczaj: trzeba zmieniać, trzeba ćwiczyć, trzeba rehabilitować. A ten pan, u którego byłam, jako pierwszy powiedział do mnie słowa:

Wie pani co, jak człowiek jest w pewien sposób powyginany i przez lata dostosowywał się do swojej dysfunkcyjnej postawy, to większą krzywdę jesteśmy w mu stanie zrobić, karząc mu teraz tę postawę nagle zmieniać.

Dostosowywać do tego, co teoretycznie ktoś kiedyś powiedział, że jest dla niego dobre. Modyfikować pamięć jego ciała i uczyć je od nowa. A to właśnie to ciało przecież, nauczyło się tego, co w tej chwili pozwala mu jak najlepiej przetrwać. To ciało znalazło na siebie swoją metodę. Taką, którą niekoniecznie należy teraz na siłę zmieniać od nowa, bo skończyć się to może jeszcze większą dla niego szkodą. Oczywiście, i jak w każdym przypadku, nie zawsze tak jest. 

Dzisiaj, po rozmowie z pewną osobą, od której za każdym razem słyszę to samo, jednak bez żadnej chęci na zmianę, wróciły do mnie te słowa. Poruszyły i skłoniły do refleksji. I do konkluzji, że w the stories of moi chodzi przede wszystkim o to, aby dawać ludziom przestrzeń do bycia takimi, jakimi chcą być. Bez presji, bez dawania rad i bez udowadniania, że ktoś inny wie, jak powinno być.

Tym bardziej, że nie zawsze potrafimy dostrzec tę drugą stronę medalu, która mówi o tym, dlaczego ten człowiek wcale nie chce zmiany. I dlaczego ta zmiana, może być dla niego bardziej bolesna niż stan, chociażby niewiedzy, w którym aktualnie jest.

Dlatego w moim odczuciu jedyne, co my możemy zrobić, to wziąć odpowiedzialność sami za siebie i inspirować innych do tego samego. Swoją postawą dawać przykład, a nie chodzić dookoła i mówić innym, jak mają żyć, ani na czym ten świat polega. Opowiadać o tym, co jest dla nich dobre, dawać rady, jak według nas jest dla nich najlepiej. Co powinni lub czego nie. Zamiast tego, skupmy się na swoim życiu. Zajmijmy swoimi sprawami i sprawdźmy, czy to przypadkiem my sami nie odwracamy od czegoś swojej uwagi. Albo czy ta rada, której tak zapalczywie udzielamy, nie jest czymś, na co sami nie chcemy aktualnie patrzeć. Tak po prostu i zwyczajnie – zajmijmy się sobą – innymi słowami. 

Dajmy ludziom żyć tak, jak chcą żyć. Dajmy im być, takimi jak sami chcą być. Dajmy im samodzielnie decydować i dokonywać własnych wyborów. Zostawmy ich i dajmy im zagłębiać się we własną świadomość tak, jak chcą. To jest ich życie, ich wybór i ich ścieżka. I paradoksalnie – nam do tego nic

A zamiast ich tak usilnie zmieniać, może po prostu spróbujmy ich poznać? Poświęćmy czas, który moglibyśmy przeznaczyć na rady i zadajmy kilka pytań, by się co nieco o nich dowiedzieć. Dajmy im swoją uwagę. Zrozummy, a nie oceniajmy. Będzie nam wszystkim łatwiej żyć. 

Ta refleksja, szczególnie teraz, w tym świątecznym okresie, przyszła do mnie bardzo wyraźnie. Dlatego jeżeli miałabym czegoś życzyć sobie i światu w nadchodzącym 2024 roku, to właśnie tego, aby ludzie zmiany zaczynali od siebie. Dawali sobie czas i przestrzeń na własną refleksję. I tym wypełniali przestrzeń. A cała reszta, której tak bardzo pragniemy, przyjdzie sama z siebie, zupełnie nieproszona, a tym bardziej niezmuszana. Bo ze zmuszaniem każdy wie jak jest. 

// the stories of moi

Scroll to Top